wtorek, 17 sierpnia 2010

WSZYSCY WON!!!

"Wszyscy won!" - ryknął swego czasu u Pospieszalskiego Cejrowski. Dziś trzeba w końcu ryknąć: WSZYSCY WON! - wszyscy członkowie rządu Tuska odpowiedzialni za katastrofę w Smoleńsku.

Tak dalej się nie da. Kolejne ujawniane szczegóły stawiają włosy na głowie. Wiemy, że za organizację lotu odpowiedzialna była Kancelaria Premiera. Wiemy, ze Biuro Ochrony Rządu - podlegające Kancelarii Premiera - nie sprawdziło stanu lotniska. Dziś dowiedzieliśmy się, że az do 16 marca strona rosyjska nie wiedziała, że do Katynia przyjedzie prezydent RP, pomimo, ze mówiło się o tym juz w grudniu. Wiemy w końcu, ze to szef Kancelarii Premiera ustalił po telefonie Putina do Tuska, ze będą dwie osobne wizyty, a Tusk spotka się z Putinem 7, a nie 10 kwietnia. Wiemy wreszcie, ze Lech Kaczyński leciał prywatnie.

Kiedy Tomasz Arabski stanie przed sądem, nie wiem. Pewnie nieprędko.
Jest jednak odpowiedzialny za część splotu okoliczności, które mogły doprowadzić do katastrofy.


Mam dosyć tego kraju, dosyć tego rządu, tej błazenady, łajdactwa, bezczelności, zartów z tragedii. Dosyć podwyzszanych podatków, dosyć ignorancji ministra finansów, dosyć płaszczenia się przed Rosją, dosyć tolerowania chamstwa, dosyć niszczenia edukacji, kultury, dosyć władzy absolutnej.

Nadeszła pora rewolucji. 30 lat temu zwykli ludzie pokazali, ze mają siłę i potrafią wydrzeć bezwzględnej władzy swoje prawa. Taka juz polska tradycja, ze co 25 lat musi dojść do rewolty.

Idę po benzynę.

sobota, 14 sierpnia 2010

Seweryn Blumsztajn, czyli czysta obłuda

Dyżurny redaktor "Gazety Wyborczej" zabrał głos. Mocno poirytowany pytaniem o agresję ze strona oświadczył, że jego zwolennicy "nie będą nam dyktować warunków" i uzasadnił to demokracją. Parę tygodni wcześniej wartościami europejskimi i demokratycznymi uzasadniał konieczność obecności władz Warszawy na Europride, a poniewaz władz Warszawy nie było, uznał miasto za wiochę. Idąc tokiem rozumowania redaktora Blumsztajna sprzed paru tygodni władze Warszawy powinny być pod krzyzem. Idąc obecnym - nie powinny zgadzać się w ogóle na Europride.
Braku rozumu redaktorowi Blumsztajnowi zarzucić nie mozna. Za to mozna na podstawie ponizszych filmików zarzucić wyznawanie zasady Kalego.
Niestety, na błudzie redaktora Blumsztajna mozna by skończyć, ale problem jest głębszy. "Gazeta Wyborcza" ustami redaktora Blumsztajna po raz kolejny uprawia politykę jedynie słusznej racji. Ze nie trzyma się ona kupy? No co wy? W "Gazecie Wyborczej" zawsze jest logicznie i uczciwie, o!



piątek, 13 sierpnia 2010

Bordowy kisiel

Z zasady nie recenzuję muzyki, której nie lubię, bo najczęściej się na niej po prostu nie znam. Nie znam się na metalu, więc o metalu nie piszę. Robię jednak tym razem wyjątek. Tak się łożyło, że serwisy plotkarskie żyją ostatnio głównie pozwem przeciw Paris Hilton (o 35 milionów dolarów za noszenie sztucznych włosów innej firmy niż miała nosić), wyjściem z więzienia Lindsay Lohan (mniejsza za co siedziała, i tak mi jej szkoda, bo aktorka z niej naprawdę zdolna) i chorobą narzeczonego Dody Adasia "Nergala" Darskiego. Niejaki Nergal jest wokalistą zespołu Behemoth, popularnego zagranicą, u nas znanego gównie z procesów o obrazę uczuć religijnych (słynne podarcie Biblii) i związku Nergala z Dodą.

Nergal jest w szpitalu i jak zrozumiałam ma białaczkę. Doda się wystraszyła i, jak podają pudelki i plotki, już nie będzie na scenie wychodzić z trumny (szczerze mówiąc wolałam ją w wersji rózowej niz mrocznej - teraz bardziej nadaje się na Castel Party niz na scenę). Tymczasem za Nergala modlą się rózne chrześcijańskie grupy, co Adaś skwitował "Nawrócenie? Po moim trupie!".

A propos trupa właśnie ukazał się nowy teledysk Behemotha "Alas, Lord is upon me" ("Niestety, Bóg jest nade mną"). Trupów ci w klipie dostatek, łącznie z Matką Boską z poderzniętym gardłem. Jest nawet seks, bo jak wiadomo, najlepiej sprzedaje się seks obok trupa. Sam Adaś przebrany za indianino-upadłego-anioło-niewolnika jest z bliżej niewyjaśnionych pryczyn ciągnięty na wózku do kościoła otoczony przez dzieci z zasznurowanymi ustami, księzy, mnichów i jednego popa (prawosławnego czy koptyjskiego? Nie mam pojęcia), w którym to kościele jakiś biskup uprawia seks z gołą blondynką (na szczęście blondynka nie ma biustu Dody), a Matka Boska po drodze rozpacza, że dręczą Adasia, i na koniec podrzyna sobie gardło (przy czym dokładnie nie wiadomo, czy to na pewno Matka Boska, bo chyba chodziło o Matkę Kościół). W przebitkach Adaś tapla się w bordowym kisielu razem z tłumem innych adasiopodobnych, co miało ilustrować ocean krwi przelany przez rzeczony Kościół. Na ostatek Adaś się denerwuje, pluje muchami i rozwala świątynię.

Ja osobiście bardzo bym chciała, żeby studio realizujące teledysk realizowało też teledyski innych polskich zespołów. Światło, kamera - wszytko pięknie. Gorzej z rezyserią, bo z powodu nadmiaru symboli trudno się połapać, o co dokładnie chodzi. Nawet przebranie Adasia jakieś dziwne, bo do kogo on właściwie chciał się upodobnić? I w ogóle od kiedy Indianie mają coś wspólnego z demonami? Wiadomo, że Behemoth nie kocha Kościoła, i zapewne chodziło o pokazanie, że Kościól jest fuj.
O śpiewie nie piszę, bo w ogóle nie zrozumiałam tekstu (za duzo ryku), a muzyka nie jest z mojej bajki.

Adasiu. Odkąd lezysz w szpitalu nie mozesz nagrywać, co całkiem zrozumiałe. Zyczę Ci powrotu do zdrowia. Jednak pozwól, zeby rezyserią Twoich teledysków zajęła się Doda. Ona jest przynajmniej inteligentna.

PS. Linka nie daję, bo po jaką cholerę.

czwartek, 12 sierpnia 2010

Codzienność rekonstruktorki

Co prawda nie należę do żadnej grupy rekonstrukcyjnej, ale mam stado znajomych z różnych grup. Siłą rzeczy wspieram chłopaków, a nawet pomagam (w tym roku trefiłam włosy dziewczynom i zawiązywałam turban na głowie punkówy, której włosy absolutnie nie wyglądały na lata '40).
Wykryłam właśnie w szafie sukienkę. Lata '80-'90, typ bazarowo-letniskowy. Okropna, ale... no właśnie. Wzorek ma niezły, bo kwiatki były modne także 70 i 60 lat temu. Jedyne, co trzeba z nią zrobić, to skrócić (do kolan, lub trochę poniżej, ale na pewno nie może być do ziemi!), dobrać pasek (już mam), by wyczarować modną wówczas talię, i wszyć poduchy w ramionach, by sylwetce nadać jakby barczystą linię. Do kompletu torebka (lata '60 będą w porządku, wzory niewiele się zmieniły) i współczesne sandały na koturnach (obecnie w sklepach są identyczne jak w czasach okupacji). Oczywiście koafiura na łeb. Voila, mamy dziewczynę z ulic Warszawy w lipcu 1944 roku.
Z tą koafiurą w ogóle jest fajnie, bo ja do tej pory nie wiem, jak dziewczyny w Powstaniu to robiły, że niemal wszystkie na zdjęciach mają starannie ułożone włosy. Typ fryzury, o której mówię, to spiętrzone loki nad czołem (po angielsku to się nazywało zawijasy zwycięstwa, czyli victory rolls), podpięcie po bokach i luźne loki z tyłu. Przód jest najtrudniejszy, ale w sumie tylko wygląda na skomplikowany. Zainteresowanych odsyłam na jutuba, tam wszystko jest pokazane (w skrócie chodzi o to, by na palcach zwinąć rulony i podpiąć nad czołem).

Tak w skrócie wygląda codzienność osoby, która interesuje się wstępnie rekonstrukcjami. Członek grupy musi mieć fachową wiedzę o mundurach, oznaczeniach, sposobie noszenia wyposażenia. Dziewczyna w drugowojennej grupie musi wiedzieć, jak 70 lat temu wyglądała jej rówieśniczka, co mogła zdobyć, czego nie, czy nosiła rzeczy - powiedzmy - sprzed 10 lat, czy raczej przerabiała. Musi wiedzieć, czy i jak kobieta się wówczas malowała (łącznie z nogami!). Musi nawet wiedzieć, jaki typ stanika wybrać pod bluzkę (w latach '40 nosiło się biustonosze podkreślające szpiczastość biustu). Musi czasem pogrzebać w starych szafach i wiedzieć, że może śmiało założyć dobrze skrojoną męską marynarkę garniturową, jeśli jest w jej rozmiarze. Zbyt szerokie ramiona? Cóż, tak się nosiło, bo jak brata zastrzelili na wojnie, to szkoda marynarki, żeby się zmarnowała.

To ciężka praca, bo trwa zawsze i wszędzie. Tu się coś wypatrzy, tam przeczyta, potem zweryfikuje. To oglądanie setek, tysięcy zdjęć, czytanie setek opracowań i artykułów. Niejeden rekonstruktor wie więcej od historyka.

Tym bardziej grupom rekonstrukcyjnym należy się szacunek. I zapłata, jeśli organizują pokaz w mieście w dniu roboczym. Za wiedzę, którą można przekazać w ten sposób innym, płaci nawet w polskiej szkole.

Teraz już można

W rozmowach z przyjaciólmi w ostatnich dniach wyrażałam przekonanie, że po poniedziałkowej "Akcji krzyz" hordy dadzą sobie spokój. Intuicja mnie nie zawiodła. Od poniedziałku jest - wedle relacji - duzo spokojniej. Jakby hordom się znudziło.

Oby tym razem zawiodła mnie intuicja. Mam podejrzenie, ze jeszcze dziś w nocy dojdzie do próby przeniesienia krzyza. W końcu jest tablica, jest krzyzyk na tablicy, jest o załobie, nawet o prezydencie coś jest. A ze odsłonięto ją tak, jak odsłonięto, to oczywiście jest wina Lecha Kaczyńskiego, bo jakby nie stał po pijaku z siekierą za pilotem, to by nie było oszołomów z krzyzem pod Pałacem Prezydenckim. Zresztą równie dobrze mogła z siekierą stać Anna Walentynowicz. Też jest winna, bo tak się kończy niegodne podnoszenie zarzutów pod adresem Lecha Wałęsy, naszego największego bohatera narodowego, do którego Bór-Komorowski dzwonił o pozwolenie na Powstanie Warszawskie. Lech Kaczyński skądinąd jest winny faktu, ze w Ossowie powstanie pomnik bolszewików z bagnetami, bo on draznił Rosję, niepotrzebnie plotąc coś o jakimś Katyniu (pewnie był pijany) i o jakiejś tam Gruzji (o, tu na pewno był pijany!), więc teraz Pan Prezydent Bronisław Maria musi to odkręcać, by zyło się lepiej.

Kochane oszołomy, władza wam raczej nie popuści, więc nie stawiajcie oporu funkcjonariuszom. a ze koczujecie pod krzyzem juz dość długo, to polewaczka na pewno wam się przyda w roli prysznica. Natomiast gumowe pałki to znakomity masaz. Jest super! Władza naprawdę się o was troszczy!

Pan Prezydent leci w kulki

Miała być tablica? Jest tablica. Miała być uroczystość? No właśnie była. Miało być o ofiarach i załobie? Jest. To o co jeszcze chodzi?

Ano chodzi o to, że Pan Prezydent i jego kancelara z panem Michałowskim na czele lecą sobie w kulki. Pan Michałowski przed chwilą oświadczył, ze chodziło o to, by nie eskalować konfliktu i uniknąć scen z 3 sierpnia. No to uniknął. Za to udało mu się wywołać zdumienie posłów, zdumienie ludzi, a nawet zdumienie dziennikarzy, którzy dostawszy informację na 15 minut przed odsłonięciem ledwo zdązyli. Bba! Udało mu się wywołać oburzenie - bo uroczystość wyglądała gorzej niż odsłanianie krasnali inwalidków we Wrocławiu.

Za to Pan Prezydent będzie odsłaniał z "pompom i paradom" pomnik bohaterskich zołnierzy Armii Czerwonej - tak przynajmniej głosi plotka, bo na stronie prezydenta nic o tym nie ma. Ale skoro będzie w Ossowie 14 sierpnia, to jako wielbiciel pojednania polsko-rosyjskiego (kolejność nieprzypadkowa) powinien się tam pojawić. Pomnik z bolszewickimi bagnetami jest istotnie wazniejszy niz jakaś tam tablica o jakimś tam preziu, co poleciał i spadł i o jakiś tam fanatykach, co palili świeczki zaśmiecając chodnik.

Jaki Pan Prezydent, takie pomniki.

wtorek, 10 sierpnia 2010

W poszukiwaniu straconego czasu

"Pokaż cycki", "Precz z krzyżami, na stos z moherami", "Wyp...ać", "Spalić krzyz" etc. Przeciwnikom krzyza najwyraźniej zabrakło pomysłów. Krzyczeli to samo, co przez ostatnie kilka tygodni (bo to nie zaczęło się 3 sierpnia, informuję). Inwencja, doprawdy, zadziwająca.

OK, będę teraz smędzić jak stara ciotka, ale w porównaniu z dzieciakami pijącymi piwo na Krakowskim jestem w wieku ciotkowym. Przynajmniej dla nich. Wyjątkiem może jest pan, który dzielnie dzierzy transparent "Jarosławie Kaczyński opamiętaj się", ten sam pan, który szantażował senatora Piesiewicza. próbuję zrozumieć, po co oni w ogóle tam przychodzą wieczorami. Bo po co stoją ludem - to oczywiste, oczywiste od jakiś 2 tysięcy lat, więc tłumaczyć nie potrzeba. Ale ci? Spora część z nich skanduje od czasu do czasu "Bronek, Bronek", i, zapewne, sporo z nich na Pana Prezydenta zagłosowało. Część, i to podejrzewam większa, nie głosowało wcale, bo pamiętajmy, ze gdy dziś człowieka na ulicy o preferencje polityczne najczęściej usłyszymy: "Yyyyy..., nie znam się na polityce". Rafał Ziemkiewicz tych oraz tych niezorientowanych, którzy daliby odpowiedź: "Yyyyy..., na Bronka głosowałem, bo to fajny facet" nazwał lemingami - słusznie, bo lemingi specjalnie inteligentne nie są. Oczywiście, nikt nie ma obowiązku interesować się polityką, szkoda, że jednocześnie nie interesuje się własnym tyłkiem.

Jest jednak w tych obrazkach spod Pałacu coś znacznie bardziej niepokojącego. To coś, o czym mówiono już od dawna, ale niezbyt głośno. Ci młodzi ludzie, tak zwani "młodzi, wykształceni z wielkich miast" mają po 20-25 lat. Ich rodzicami są dzisiejsi 40-50-latkowie. Ich rodzice świetnie pamiętają PRL w jego schyłkowej fazie, pamiętają Solidarność, stan wojenny, gazowanie i pałowanie. Duża część z nich chodziła na manifestacje, kolportowała podziemne ulotki, aktywnie obalała zbrodniczy system. System, który walczyl z krzyzami - i walczył z człowiekiem.

Czy nie powinno zastanawiać, co się stało z dziećmi tych ludzi? Przeciez walcząc z komuną wyznawali jakieś wartości, nawet jeśli chodzili na zadymy tylko po to, by spuścić manto milicji. Nie pamiętam PRL, ale pamiętam lata '90, kiedy Polacy zachłystywali się wolnością, zachodnimi markami, zakładali biznesy, paradowali w zielonych garniturach lub szpanowali skajowymi kurtkami. Potem były nocne zmiany, wojny na górze, władza postkomunistów. I ogólne zniechęcenie. Coś wtedy musiało się stać, wtedy, gdy ci młodzi, wykształceni z wielkich miast byli dziećmi.
Ci właśnie młodzi dziś szukają mocnych wrazeń, takich, jakie im towarzyszyły przy pierwszym pokątnie wypalonym papierosie czy wypitym piwie. Wrazeń, które dają uczucie euforii, haju, które pozwalają sprawdzić, na ile mozna sobie pozwolić na przekroczenie granic. Jak w dzieciństwie, gdy dziecko sprawdza rodzica, czy ten umie być stanowczy i czy nadal ma autorytet.

W każdym społeczeństwie i kręgu kulturowym jest jakieś tabu. W jednych są to święte drzewa, w innych święte góry, w innych bogowie, w innych kobiece ciało, w naszym - świętość krzyza, a w Polsce dodatkowo świętość Jana Pawła II. To tabu - a kazdy kulturoznawca powie, ze tabu jest potrzebne społeczności do trwania - właśnie zaczęło się chwiać, i to przy wydatnej pomocy ze strony władz i bierności Kościoła. Następne tabu, czyli Jan Paweł II, może upaść w chwili, gdy upadnie tabu krzyża. To kwestia czasu.

Czas na ukształtowanie młodych, wykształconych minął. Straciliśmy czas.

A przecież są inni, młodzi, wykształceni. Ci, którzy organizują koncerty Solidarnych z Białorusią, ci, którzy protestowali przeciwko prześladowaniom Tybetańczyków, ci, którzy zgłaszają się na wolontariuszy w Muzeum Powstania Warszawskiego, ci, którzy chcą robić coś pozytywnego, a którym - jak Solidarnym - władza kłądzie ostatnio kłody pod nogi. Ale im wciąż się chce.

W nich nadzieja.