czwartek, 18 czerwca 2009

Pokolenie do rowów! czyli co robi minister Hall

Drogie dzieci, dawno, dawno temu były takie czasy, że żył sobie jeden pan. Wymyślił on, że Polacy są gorsi od innych i dlatego powinni umieć liczyć tylko do dziesięciu i znać alfabet. Reszty przydatnych rzeczy nie powinni umieć - oczywiście z wyjątkiem np. kopania rowów. Ten pan był bardzo zły i wywołał wojnę. Co było dalej, dowiecie się od swoich dziadków.

Tymczasem się okazało, że pomysły tego pana wcale nie umarły śmiercią naturalną. Mieliśmy ostatnio matury, teraz realne stają się problemy z sześciolatkami. Otóż gdy MEN przygotowywało podstawę programową dla przedszkoli i klas pierwszych, to zakładało, że genialna reforma polegająca na posyłaniu do szkół sześciolatków wejdzie w życie. Potem jednak wkurzyli się rodzice i prezydent, więc MEN się z genialnego pomysłu wycofało i ustanowiło okres przejściowy.
Niestety! Skoro jest podstawa programowa, to są też podręczniki i zalecenia ministerstwa. Jeśli więc sześciolatek pójdzie do przedszkola, to się nie nauczy literek. Jeśli pójdzie do szkoły, to też się tego nie nauczy, ani w zerówce, ani w pierwszej klasie.

Należę do tych szczęśliwców, których ominęła nowa matura. Zapewne do dziś bym matury nie miała, bo w tamtych czasach nie diagnozowano dyskalkulii. Reforma edukacji ministra Handke zaowocowała nie tyle zreformowaniem czegokolwiek, ile wprowadzeniem bałaganu i... wygraną SLD. Ci z moich kolegów z klasy, którzy byli pełnoletni, biegli głosować na SLD właśnie - żeby tylko nie zdawać potworka maturalnego. SLD dotrzymało słowa i do dziś uważam, że zatrzymanie reformy było jedyną rozsądną rzeczą zrobioną przez rząd Millera. Dziś efekty pomysłów ministra Handke mamy jak na dłoni. Matura - egzamin dojrzałości!! - polega głównie na zgadywaniu, co autor klucza miał na myśli. Nie autor wiersza. Klucza. W konsekwencji szkoły opuszcza pokolenie, które w toku edukacji uczy się właściwie jednej rzeczy - rozwiązywania testów. Wystarczy posłuchać maturzystów, uczniów. Tylko determinacja ucznia sprawia, że coś wie. Na szczęście życie próżni nie znosi i tych zdeterminowanych jest dużo.

Jak się patrzy na kolejne wyczyny MEN, zwłaszcza pod rządami Katarzyny Hall, można odnieść wrażenie, że to wszystko składa się w jeden cel: wyhodowanie ludzi, którzy są od mechanicznego wypełniania druków. Pamiętajmy, że MEN jakiś czas temu wyrzucało lektury szkolne z list i wprowadzało czytanie fragmentów. A jak jeszcze dołoży się projekt minister Kudryckiej, by wprowadzić płatny drugi kierunek studiów...

Ale nie. Miałam kiedyś styczność z gdańskim środowiskiem proplatformowym. Oni naprawdę wierzą, że to, co robią, jest dobre.

Naprawdę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz