sobota, 11 lipca 2009

Michael!

Pierwszy raz? Miałam 4 lata. Właśnie wyszedł album "Bad". Do dziś mam kasetę w domu. Olśnienie.
Miałam 6 lat, jak zobaczyłam Michaela Jacksona w tv. "Kim jest ta pani?" - spytałam, a mi wyjaśniono, że ta tańcząca pani to Michael Jackson, piosenkarz, ten od "Bad". Wydał mi się dziwny (konserwatywne wychowanie sprawiło, że osoba z długimi włosami musowo musiała być kobietą). Ale tańczył i śpiewał fajnie.
Potem... zaczęłam słuchać czegoś zupełnie innego i Jackson kojarzył mi się z muzyką dzieciństwa, a więc dla dzieci. Aż pojawił się album "HIStory" i singiel "They don't really care about us".
To do dziś jedna z moich ulubionych jego piosenek. Nawet nie "Heal the world", ani nie "We are the world", ale właśnie ta.
Zawsze był gdzieś z tyłu, w tle moich upodobań muzycznych. Ale na początku tego roku znalazłam tamtą kasetę "Bad" i słuchałam. I byłam zdumiona, że po tylu latach te utwory są tak świeże...
Odeszła epoka, kochana przez miliony, znana zapewne miliardom. Z Michaelem jest troszkę (przepraszam za porównanie na wyrost) jak z da Vincim. Co by nie robił w zyciu prywatnym - dzieło jest bezkonkurencyjne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz