sobota, 10 kwietnia 2010

(*)

Nie wiem, co powiedzieć.

Na pokładzie byli ludzie, których znałam.
Stefan Melak, wspaniały człowiek, niespożytej energii, wiecznie w ruchu, pełen zapału... ostatni raz widzieliśmy się 1 września pod rosyjską ambasadą...
Tomasz Merta, człowiek cudowny, który za zabytek dałby się pokroić na plasterki. Warszawa własnie jemu zawdzięcza ocalenie piwnic Pałacu Saskiego, to on ratował pałac Radziwiłłów w Nieświeżu. Mało się o nim i jego cichej, ale tytanicznej pracy mówiło...
Leszek Deptuła, poseł, którego spotkałam ze dwa razy, ogromnie miły, strasznie przesładzał herbatę. Zawsze miał czas dla dziennikarzy...
Wreszcie Maria Kaczyńska, którą miałam zaszczyt spotkać jeszcze w czasie wyborów do warszawskiego Ratusza. Kobieta, na której widok każdy musiał się uśmiechnąć. Wielka dama, a jednocześnie tak kochana, że aż chciałoby się do niej przytulić.

Innych znałam z ekranu telewizora. Anna Walentynowicz, Przemysław Gosiewski, Janusz Kochanowski, ks. Adam Pilch... tylu ich...

Co jest takiego w smoleńskiej ziemi, że jest przeklęta?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz